2022

Styczeń 2022 kolejne cudowne doświadczenie! Naprawdę szalenie miłe doznania😊 bo tak serio-

Szczęście to nie ilość pieniędzy, które masz… Tylko ludzie w Twoim życiu, którzy pomagają Ci tworzyć piękne wspomnienia!!! Wygrana w tym plebiscycie Gazeta Krakowska Dziennik Polski to jednocześnie ekscytujące jak diabli i krępujące jednocześnie (no nie przyzwyczajona dziewczyna do takich wystąpień jestem) doświadczenie jakie miałam szczęście przeżyć! Wszystkie dobre duszki, zarówno te które znam osobiście jak i te wirtualne to cenne skarby tej układanki, które złożyły się na całość tego wspaniałego sukcesu i świecą pięknym blaskiem!

Dziękuję Wam przeogromnie za wsparcie i każdy jeden oddany głos!!! Dziękuję też dobrym duszkom, które zgłosi mnie do tego plebiscytu.

I tak dzień za dnie i kolejne fantastyczne osoby na ścieżkach mojego życia, dzięki którym mam szanse jeszcze piękniej kolekcjonować wspomnienia jak i ta moją małą biegową historię.

Panie Marcinie dziękuję za ten fantastyczny biogram!http://www.24ikp.pl/skarby/ludzie/zwykli/s/sendek_sylwia/art.php?fbclid=IwAR2UGrjcFpU2TQrjFpqQZhwvhhgtD49DqsI2A3k16mqVyyAfxU8uin7l_lQ

Do zobaczenia na biegowych ścieżkach.

Marzec.. czas zmierzyć się z głową😊 w końcu pokonywanie własnych słabości daje największą satysfakcję!!!! Grand Prix Krakowa w biegach górskich harda 23… od dłuższego czasu tak strasznie chciałam złamać te cholerne dwie godziny. I złamałam je!!!!:)😊😊 1:58:34 czas poprawiony o 3 min do 2020 i przy okazji wybiegałam 2 miejsce wśród kobiet😊wsparcie najbliższych, najukochańszych mi osób daje takiego kopniaka! Dziękuję przede wszystkim Tobie Fil (jak słowo daję.. przeze mnie pójdziesz do nieba!:*), Monia Ty zawsze jesteś (tacy przyjaciele to prawdziwy SKARB!) Tomek, dziękuję, że zawsze mogę na Ciebie liczyć! (nawet jeśli daleko)…

Kwiecień.. „jeśli ruch jest oznaką życia, a bezruch to śmierć, to bieganie jest najlepszym przykładem życia pełnią życia. I to jest piękne”

13. PZLA Mistrzostwa Polski w Biegu Górskim na Długim Dystansie.

Z numerem 1766  i czasem 4:54:59 Szczawnica Wielka Prehyba wybiegałam 11 miejsce open kobiet/160 kobiet oraz 62 open/610 biegających.

Jakiś ogromny niedosyt poczułam po tym biegu. Przede wszystkim spektakularnie przegrałam go ze sobą. Dlaczego? Ano dlatego, iż nie biegłam go dla siebie, nie cieszyłam się mocą tego cudu jaki dało mi bieganie.. zwyczajnie serce gdzieś ucichło, a na pierwszy plan wysunęły się oczekiwania innych… owszem czułam straszną złość po biegu, to już drugi raz (pierwszym był bieg, gdzie pobiegłam 11 km za namową a nie 23..) od tego biegu coś się posypało w mojej głowie, coś pękło.. pomimo, iż serce walczyło jak szalone!

„Jeśli chcesz mieć szczęśliwe życie, skup się na swoich celach, a nie na tym czego oczekują od Ciebie ludzie” – Albert Einstein

Czerwiec… „wygrywanie to nie kończenie biegu na pierwszym miejscu. To nie jest pokonywanie innych. To jest pokonywanie samego siebie. Pokonywanie swojego ciała, swoich ograniczeń i swojego strachu. Wygrywanie oznacza przewyższanie siebie i przekształcanie marzeń w rzeczywistość” – Kilian Jornet

Długo wyczekiwany bieg XIX RZEŹNIKA, który był docelowym startem tego roku. Z numerem 247 wspólnie z Łukaszem (dziękuję za kolejne morze wspomnień, pomocną dłoń.. cierpliwość!) rozpoczęliśmy nasza małą, wielką przygodę. Już od początku wysunęliśmy się na prowadzenie, choć byłoby to zbyt piękne i jak to my pogubiliśmy w tych leśnych ciemnościach trasę.. troszku musieliśmy nadgonić, ale mimo wszystko czułam się znakomicie (pierwsze podejścia bez większego kryzysu, wiedziałam że to jest ten dzień) jedynym ciążącym kamieniem była miesiączka, która mocno dawała o sobie znać (hormony buzowały tak strasznie! Łukasz, dodatkowy medal dla Ciebie, że je wytrwałeś! Anielska cierpliwość..) po połowie biegu spektakularna wywrotka.. natomiast sukcesywnie, krok za krokiem sunęliśmy do przodu😊sunęliśmy po drugie z rzędu zwycięstwo.. mierząc się po drodze z męskimi mixami😊 i w tak pięknym stylu wywalczyliśmy 1 miejsce mix oraz 4 open😊smak tych 80 km i emocje związane z ponad 4 tysiącami przewyższeń czuje po dziś dzień! Łukaszu, dziękuję Ci za każdą sekundę wspólnych treningów, rozmowy, wzajemne nakręcenie, wsparcie. Za znoszenie moich humorków😊

Jedno jest pewne. Z nikim innym nie chciałabym i już nie pobiegnę rzeźnika.

To nasza wspólna przygoda😊 Dziękuję!

http://www.24ikp.pl/serwis/sport/20220622infinity_sukcesy/art.php?fbclid=IwAR1p6yQXsJTcA4Bq09UZE6sa5jzUg49JTxDMEyiRKzGHREUoSS1lY4zEzQ0

https://dziennikpolski24.pl/proszowice-sylwia-sendek-i-lukasz-szaporow-kolejny-raz-najlepsi-w-biegu-rzeznika/ar/c2-16446249?fbclid=IwAR3rev_NND7Ye175jW0wh5ofRJA8Uk0x_p69DmVU5DRrCwkFUJpNgoQ4cBM

Po Rzeźniku bardzo długo biłam się  z myślami. W końcu podjęłam decyzję robiąc przerwę od biegania jednocześnie kończąc współpracę trenerską z Łukaszem. Brak nowych bodźców, progresu zaważył na podjęciu tej trudnej decyzji. Pragnę się stale rozwijać, mając możliwość pokonywania coraz to nowych własnych ograniczeń. Sentyment i morze magicznych chwil ze współpracy zostawiam w serduchu. Dziękuję Łukasz za piękną historię.

… do zobaczenia

I tak mijał dzień za dniem.. z trwającą walką w mojej głowie.

Zmuszając się, coś tam próbowałam biegać, ale niestety zero radości..

Przyjaciel widząc co się dzieje, namówił mnie (mając nadzieję, że wśród innych biegaczy na nowo poczuję zapał i chęć trenowania) na bieg w Pobiedniku Małym. Zupełnie bez przygotowania, treningowo.

Cudownie było móc poczuć te motyle w brzuchu, porozmawiać z innymi biegaczami i zmierzyć się ze sobą. Fakt cieszyłam się jak dziecko, gdyż wybiegałam 1 miejsce open kobiet, ale to jednak nie było to.

Przerwa…

Dłuższa chwila przerwy… tak jakby serce na dłuższą chwilę przestało bić po czym bach resuscytacja i na nowo przywrócono akcję… radość, olbrzymie szczęście.

zacznę od „zatrzymanej akcji serca” tak to właśnie porównuję.

dopadło i mnie, przetrenowanie, zmęczenie materii, do tego stopnia, iż na dłuższy czas musiałam zrobić przerwę. Ktoś by powiedział, jak to możliwe..? Przecież bieganie to cały Twój ŚWIAT.. Sama nie wiem. Gdzieś w natłoku treningów, oczekiwań innych, obowiązków, rozkręcania nowego miejsca pracy, miałam awersje do biegania. Serce owszem chciało i to bardzo ale zostało zgłuszone przez ciało które odmawiało współpracy.

Czułam się (ciężko mi znaleźć odpowiednie słowa) bezsilna, bez grama mocy, totalnie zmasakrowana fizycznie, psychicznie .

Poczułam marazm.

Utknęłam.

Nie czułam żadnego rozwoju, wręcz miałam wrażenie, że się cofam w tym co już było wypracowane. Teraz też analizując to wszystko zdaje sobie sprawę iż uległam presji. Presji innych względem mojej osoby. Także swoich chorych ambicji..

Trzeba i takie tematy poruszać, bo wielu aktywnych, doświadcza podobnych sytuacji.

Pozostaje tylko pytanie, czy wracają..? Jak szybko? Co pomaga?

Chciałam, próbowałam to taka walka samej ze sobą.

Ten czas pokazał mi bardzo ważną rzecz, komu tak naprawdę zależy na mnie jako osobie, ale także komu zależy, abym na nowo rozbudziła w sobie to gorące uczucie do biegania.

To był czas który pokazał na czyje wsparcie mogę zawsze, niezależnie od wszystkiego najbardziej liczyć. Dziękuję Wam Kochani za użycie defibrylatora😉

Jak już wcześniej nie raz pisałam mam ogromne szczęście do ludzi, którymi się otaczam.

Chłopaki dziękuję za skuteczną reanimację! Jesteście jak takie moje pokrewne duszyczki, które cieszą się życiem, bieganiem z takim samym entuzjazmem.

Dzięki Wam i dzięki tej cudownej wycieczce (we właściwym momencie) w Taterki (Rabanku, Ty wiedziałeś, że będą one lekiem na całe zło), wracam na nowo!

silniejsza, z głowa pełną pomysłów a przede wszystkim z „odkurzoną’’ miłością do mojego szczęścia jakim jest biegania.

Od grudnia wróciłam do regularnych treningów. Ciesząc się jak diabli! Czasami trzeba zrobić krok w tył, aby później móc porządnie się rozpędzić.

„Nie rezygnuj z marzeń! To, że coś nie dzieje się teraz nie oznacza, że nigdy nie nastąpi”